okladka Buba A4a1.jpg

Po premierze "Buby" w Krakowie

I po krakowskiej premierze "Buby. Filmu o aktorze który kochał psy" o Marku Jędrzejczyku zmarłym przed dwoma laty w Krakowie. Andrzej Karasiński, statysta związany od lat z agencją Outside, dziękował mi, że zająłem się tematem jakim by się nikt nie zajął. Robiąc filmowy portret doceniłem aktora nie wybitnego, lecz dobrego, rzetelnego. Przy tym dobrego człowieka, co ma znaczenie. Może nie przekłada się na stan konta w banku i prestiż, lecz jest ważne dla innych.

 

W filmie pośród różnych wspomnień o Marku pada wypowiedź moja o Krakowie, gdzie Marek urodził się i spędził ostatnie 15 lat życia. Maluje ona koloryt służący zrozumieniu problemów zawodowych z jakimi zmagał się bohater filmu. Zmagał się - trzeba to dodać - indywidualnie i przeżywał je subiektywnie. Film jest dokumentem, a nie reklamą Pedigree Pal. Dokument odsłania, nie lukruje. Przychodzi na myśl "Amator" Krzysztofa Kieślowskiego (lata 70.), gdzie naiwny nonkonformista Filip Mosz naraża się swojemu dobroczyńcy - dyrektorowi państwowego przedsiębiorstwa finansującego jego pasję - gdy filmuje odmalowaną fasadę kamienicy, a później zrujnowane tyły tego samego budynku i film wysyła na festiwal.

 

Otóż, gdy się uparcie hołduje i broni wielkomiejskiej hipokryzji, udając że wszystko jest OK, jeszcze trudniej jest zmienić to, co trzeba przecież zmienić. Przykład? Ubezpieczenia dla artystów zawodowych. Tyle lat nie dało się nic z tym zrobić. Czy to znaczy że twórcy mają być upośledzeni? Gdy po projekcji chciałem publiczności wyjawić, jaką stawkę dostał Marek za główną rolę w jednym z moich krakowskich spektakli, za udział w wielu próbach, nauczenie się tekstu, pomoc techniczną itp., bo na więcej nie pozwalał budżet, zaaprobowany jakby nie było przez festiwal, nie mogłem dokończyć, gdyż mi było zwyczajnie wstyd. Zresztą, czy ktoś by uwierzył?

Później przenieśliśmy się na ogólnopolskie podwórko i rozmawialiśmy o stawkach statystów w produkcjach filmowych, tych nagradzanych, tak, tak, a nawet z produkcją zza oceanu (80 zł za 12 godzin pracy na planie, z zupą i bułką). Są to tematy jakże niewygodne, wstydliwe, a przecież to jest mizeria całej rzeszy ludzi pracujących dla polskiej kultury, niedopłacanych, żyjących na krawędzi biedy, nie branych poważnie pośród innych zawodów, jakie mają odwagę (tupet?) upomnieć się o swoje. Nie ma o czym mówić i nie ma tematu? Jest!

Po pokazie reżyserka Danuta Gołdon-Legler z wałbrzyskiego teatru William-Es ciepło wspominała współpracę z Markiem, podkreślając jego oddanie dla zawodu. Jakub Baran, opiekun Teatru Praska 52, mówił o jego profesjonaliźmie i o tym, ile Marek wniósł do ostatnich przedstawień. 

Składamy serdeczne podziękowania dla zarządu ZASP w Warszawie za patronat dla premierowej projekcji w kawiarni Stopklatka. Żal, że nikt z aktorskiego środowiska nie pokwapił się na niej pojawić.

Stopklatka Cafe, ul. Brodzińskiego 8, Kraków, 26.10.2021 godz. 19.00